Odwiedziło nas:
00780559

 kancelaria
 

Witamy na stronie
Parafii św. Bartłomieja Apostoła

w Szczurowej!

 

   
       

 


List z Peru   admin

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Witam i pozdrawiam z peruwiańskiej dżungli górzystej. To już dwa tygodnie jak dotarłem do parafii Iscozacin, w której zaczynam pracę. Dotarłem – to dobre słowo, ale po kolei.

Po 1szym w życiu locie samolotem z przesiadką w Amsterdamie o zachodzie słońca (godz. 18.00) wylądowałem w stolicy Peru – Limie – i od razu stałem się 6 godzin młodszy, taka jest różnica czasowa. Na lotnisku odebrali mnie polscy misjonarze ks. Paweł, ks. Wiesław i ks. Antoni – mój proboszcz oraz ks. Franciszkanie z Pariacoto, u których będzie pracować Kasia – misjonarka świecka, która też zaczyna drogi misyjne w Peru.
Lima jedna z dwóch stolic, obok Kairu, zbudowana na pustyni, miasto potężnych korków samochodowych, wszyscy jadą byle do przodu. Trąbią i jadą. Miasto niedokończonych budynków, bieda i bogactwo mieszają się ze sobą. Małe stoiska i potężne markety. Po noclegu i Mszy świętej w byłym seminarium – teraz jest puste – pojechaliśmy załatwiać dokumenty, czasową wizę. W Interpolu sprawdzili mi uzębienie, jeszcze parę zębów mam, wzięli odciski palców, a pytając o adres pobytu, policjantka słysząc nazwę Iscozacin zaczęła się uśmiechać i mówi, że policjantów straszono tą miejscowością, bo dalej ich się wysłać nie dało do pracy. Rzeczywiście nazajutrz ruszyliśmy w 15 godzinna jazdę do Iscozacin, po przejechaniu przełęczy Tico (4,818m – tak wysoko na butach jeszcze nie byłem, nawet dało się oddychać...biegać nie próbowałem), na wieczór dotarliśmy do San Ramon stolicy wikariatu i siedziby biskupa. Wikariat nasz ma 4 diecezje i obszar podobny do Austrii. O 6.00 rano ruszyliśmy w ostatni etap drogi. Robiło się coraz cieplej – teraz widzę że średnia temperatura jest tutaj 30-35'. Po kilku godzinach skończyła się drogą asfaltowa i zaczęła normalność: bita droga, wąska z mnóstwem zakrętów i potoczków. Tak na południe dotarliśmy do celu. Po zrzucenie bagaży i obiedzie ruszyliśmy wpierw samochodem a później łódką na pierwszą wyprawę misyjna, gdzie nad brzegiem rzeki odprawiliśmy jubileuszowa Mszę św. na 50-lecie małżeństwa (Jubilatka w białej sukni, mąż garnitur). Tam też ochrzciłem dwójkę dzieci: Kelly i Klara. Potem pierwszy posiłek u ludzi, a że tu na wszystko mają czas zrobiło się ciemno...a jakoś trzeba wrócić. Wpierw łodzią, ok. 40 minut. Niebo prześliczne, pełne gwiazd, pięknie widoczny "krzyż południa". Tajemnice różańca w sercu, bo ręce zajęte. Trzeba się łodzi trzymać, która ma z metr szerokości. Kilka razy woda chlupła górą do środka, czasem po czymś przyjechaliśmy. Potomek Indian chyba wiedział jak płynąć. Czasem latarka świecił gdzie jest brzeg, a ja miałem pokój serca, bo przecież wszyscy jesteśmy w rękach Boga, choć nie powiem pomyślałem o końcu i że może jaki testament trzeba napisać...w końcu. Dotarliśmy po 40 minutach do brzegu, pożegnaliśmy przewodnika i pod osłoną nocy samochodem (teraz światła mieliśmy w samochodzie) wróciliśmy do parafii.
Pierwszy dzień na nowej parafii w środku peruwiańskiej dżungli pełny wrażeń, a Bogu niech będą dzięki że jesteśmy w Jego rękach.

Dziękuję wszystkim za wszelkie dobro, a przede wszystkim za modlitwę, która daje siłę i pokój serca, a tą modlitwę bardzo tu się czuje. Nadal pokornie proszę o „zdrowaśkę” do Maryi. Odwdzięczam się codzienną modlitwą różańcową.
Niech Wam Pan błogosławi. Ksiądz Kasper.


Kontakt z administratorem                                                                                         Panel administracyjny
Szczurowa, wrzesień 2010